Jedzenie jest nieodłącznym elementem moich podróży. Szukam kulinarnych doznań, zapachów i smaków. Zdarza się, że przed wyjazdem przygotowuję listę potraw, owoców, warzyw, przypraw które chciałabym spróbować podczas moich wypraw, a czasami idę na żywioł, eksperymentuję, wybieram potrawy na chybił trafił. Opuszczam turystyczne szlaki i szukam miejsc gdzie toczy się “normalne życie”. Chętnie odwiedzam targi, uliczne stragany, gdzie mogę znaleźć lokalne produkty. Rok 2019 dostarczył mi wielu kulinarnych doznań i udało mi się odkryć dotąd nieznane dla moich kubków smakowych potrawy.

Do Francji wybrałam się na majówkę. Krótki wypad do Normandii zaowocował w wiele doznań kulinarnych, o których piszę  tutaj. Niekwestionowanym numerem jeden był targ rybny w Trouville-sur-Mer. Przeczytałam o nim przed moim wyjazdem do Francji i po prostu musiałam tam pojechać. Na targu pierwszy raz w życiu spróbowałam świeżych ostryg. Dobrze, że podali do nich dużo wina… To w Normandii zakochałam się w cydrze i francuskich winach, których do tej pory raczej unikałam.
Mój pierwszy posiłek w Kanadzie to oczywiście naleśniki z syropem klonowym. Nie mogłam sobie odmówić tej przyjemności. Jednak to co zapamiętam na całe życie to najlepszy stek jaki kiedykolwiek jadłam, zwłaszcza,  że sama musiałam go sobie przyrządzić. Więcej o mojej kanadyjskiej przygodzie możesz przeczytać tutaj.
Kolejny mój wyjazd to wyspa Bali. I to była istna uczta dla zmysłów. Głównie wyruszyłam tam w poszukiwaniu duriana i muszę przyznać, że nie było to łatwe zadanie. Jest to jeden z owoców, których nie można (pod groźbą kary) wnosić do hotelu.  Jeżeli ktoś z Was miał już przyjemność próbować tego owocu to wie, że jego zapach (a raczej “nieprzyjemny odór’) jest dość specyficzny. W strefie turystycznej był nie do zdobycia. Obiecałam sobie,  że nie wyjadę z Bali dopóki nie spróbuję duriana. Znalazłam go podróżując po Bali na straganie przy drodze. U nas można kupić grzyby, jagody, miody a na Bali przy drodze można dostać lokalne owoce: mangustynki, chlebowiec, snakefruit’a (nie znalazłam polskiej nazwy tego owocu), smoczy owoc. Istne kulinarne szaleństwo.
Bardzo lubię odwiedzać lokalne targowiska, jednak po raz pierwszy miałam okazję zwiedzić takie miejsce nocą. Za sprawą Williama i Koko, których poznałam na Bali udało mi się zobaczyć nocny targ w Denpansar z lokalnymi owocami, warzywami, rybami. Wiele z nich widziałam pierwszy raz w życiu.
A na koniec chciałam jeszcze wspomnieć o restauracji gruzińskiej, którą miałam przyjemność odwiedzić dwa razy w tym roku. Do Gaumarjos po raz pierwszy trafiłam w 2012 i od razu zakochałam się w kuchni gruzińskiej. Polecam chczapuri imeruli, chinkali, pielmieni – palce lizać. Właścicielami tej warszawskiej restauracji są rodowici Gruzini, David i Liana Gamtsemlidze. Może nadszedł czas, żeby wybrać się do Gruzji i sprawdzić smaki u źródła.
Jeśli  podoba Ci się ten wpis, będzie mi bardzo miło, jeśli:
zostawisz pod nim komentarz
zaobserwujesz mój profil na Instagramie
Zapraszam Bali – Wyspa Tysiąca Świątyń (część pierwsza)

 


18 Comments

Wiola · Styczeń 1, 2020 o 9:58 am

Ja z podróży również przywożę kulinarne wspomnienia i pamiątki.

Ubierzswojtort · Styczeń 1, 2020 o 5:57 pm

A ja – domowy piecuch, tylko marzę o takich światowych przysmakach. Chętnie bym skubneła tych naleśników.

Sandra · Styczeń 2, 2020 o 7:22 pm

Bali.. ale bym się tam wybrała 🙂

kobietywpewnymwieku · Styczeń 2, 2020 o 7:48 pm

U mnie podróż kulinarna jest, gdy do mamy idę 😀

Miejska Pustelniczka · Styczeń 3, 2020 o 5:49 pm

… też próbuję lokalnych smaków … to ważna część zwiedzania świata …

Beata · Styczeń 3, 2020 o 6:42 pm

Podziwiam chęć znalezienia duriana. I równiez bardzo lubię gruzińskie restauracje 🙂

Bielecki.es · Styczeń 3, 2020 o 11:34 pm

Czy piwo to też kulinaria? 😉 4 lata temu wpadłem w objęcia piwnej rewolucji i od tego czasu odkrywam zawsze coś nowego style, smaki, aromaty. Choć mam kilka sprecyzowanych styli, które bardzo lubię między innymi porter, stout, RIS, czy też barley wine to nie boję się próbować pozornie ekstremalnych pomysłów jak choćby piwo z byczymi jądrami, które swego czasu wypuścił na rynek jeden z polskich browarów. 😉

Ula z prostoofinansach · Styczeń 4, 2020 o 8:45 am

Ja również lubię w nowych miejscach zaglądać na targowiska. Warzywa i owoce często są zupełnie inne, tysiące odmian a i takie których w Polsce się nie znajdzie. Chętnie je wtedy próbujemy 🙂

gonicmarzenia · Styczeń 4, 2020 o 9:35 am

Lubię targowiska, nową kuchnie i ogólnie lubię jeść 🙂

Neave · Styczeń 4, 2020 o 11:02 am

Ale mi zrobiłaś smaku kuchnią gruzińską! Chyba już wiem gdzie dzisiaj wpadnę na obiad

Milena Górska Ilustrator · Styczeń 4, 2020 o 11:23 am

Też mnie ostatnimi czasy korci Gruzja 😀

MilGor

Katarzyna Hryniewicz · Styczeń 4, 2020 o 4:20 pm

Pyszności :)! Uwielbiam lokalne bazary i rozmowy ze sprzedającym. Zdjęcia zachęcają do odwiedzenia. Dobrego 2020 roku!

Oliwia · Styczeń 4, 2020 o 7:16 pm

Ale pyszności! Także chętnie poznaję nowe smaki z różnych regionów świata 🙂

Miye's Imaginations · Styczeń 5, 2020 o 2:15 am

Uwielbiam próbowanie nowych smaków 🙂

Iga | Z naciskiem na szczęście · Styczeń 5, 2020 o 11:48 am

Bali- Brzmi tak cudownie! Sama chciałabym przeżyć tak pyszną podróż 😀

Marlena H. · Styczeń 6, 2020 o 9:57 am

Takie kulinarne podróże po świecie muszą być niesamowite! Ja nie podróżuję po świecie, ale jeśli zwiedzam jakieś polskie miasto, z przyjemnością smakuje regionalnych kuchni.

KasiaK · Styczeń 6, 2020 o 11:10 am

Świetne 🙂 Ja też zawsze próbuję lokalnych smaków. Lubię też kuchnię gruzińską 🙂 PS: Snakefruit to oszpilna jadalna 😀 Ale spotkałam też tłumaczenia dosłowne, wężowy owoc 😀

Marta · Styczeń 8, 2020 o 1:06 pm

WoW! Miałaś naprawdę bogaty kulinarnie rok 🙂 Ja połowy tych rzeczy nie znam nawet ze słyszenia 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *